[6]



(...)
- Mam nadzieję, że przeszkadzam
- Nie bardziej niż zwykle
- Nie masz dzisiaj lekcji ?
- Już nie. Zrezygnowałam z tego stażu.
- Jak to...rzuciłaś pracę ?
- Ano, Krzyśka też rzuciłam. Jak dotąd nie rzuciłam jedynie siebie, z okna.
- Żarty nigdy nie były twoją mocną stroną. Zresztą to największa głupota jaką zrobiłaś. Nie wiem jak teraz sobie poradzisz.
- Na razie radzę sobie całkiem nieźle.
- Do czasu. Sama nie dasz rady.
- Dzięki.
- Obawiam się...
- Czego ? Że nie zdążę się rozmnożyć zanim spadkobiercy endecji wprowadzą opodatkowanie dla beztroskich poligamistów ?
- Mogłaś wymyślić coś mądrzejszego.
- Nieszczególnie się starałam, a może to po prostu ograniczenia płci.
- Martwię się o ciebie
- Dziwne, że dopiero teraz.
- Martwię się o twoją przyszłość
- No właśnie - moją, a przede wszystkim - przyszłość. Krzysiek się w niej nie mieścił.
(...)

Kontakty z ojcowatym od dłuższego czasu ograniczały się do rozmów telefonicznych. Nie lubiłam go. Jakkolwiek śmiesznie brzmiałoby użycie takiego słowa, po prostu nie lubiłam. Nie za to jakim był ojcem, bo ojcem nie był, ale za to jakim był człowiekiem. Nadawaliśmy na innych falach, nie dogadywaliśmy się, nie zgadzaliśmy, widzieliśmy świat z zupełnie innej perspektywy i żadne z nas nie próbowało się wysilić, by spojrzeć oczyma drugiej strony. Jeśli w ogóle byłoby to możliwe.
Macie identyczne charaktery, dlatego nie możecie się dogadać diagnozowała matka, ale nie mogła mieć pretensji, że wzoruję się na ojcowatym, bo nie miałam ku temu zbyt wiele okazji.
Jedyne co pozostawił po sobie, to regały pełne śmiesznej, propagandowej literaturki. Nie rozumiałam jak można podobne bzdury czytać, za to doskonale rozumiałam jak łatwo, czytając je, stać się takim człowiekiem.

2007-03-09 15:21:44 ||skomentuj (16)


♣    ♣    ♣    ♣    ♣